BLAME MY FLAME zaczęło się od świec, ale od początku chodziło nam o coś więcej.

O tworzenie rzeczy, które mają charakter. O przyjemność, zapach, emocje i te małe momenty, które potrafią zmienić nastrój całego dnia. Lubimy działać po swojemu, szukać nowych pomysłów i nie traktować siebie zbyt serio. Bo życie jest wystarczająco poważne bez naszej pomocy.

Wierzymy w indywidualność. W to, że nie musisz wpisywać się w jeden schemat ani wybierać jednej wersji siebie na zawsze. Możesz mieć własne tempo, własny gust, własne zdanie. Możesz być subtelna albo odważna, ale przede wszystkim – autentyczna. Nie chodzi o to, żeby być jakaś. Chodzi o to, żeby być swoją.

BLAME MY FLAME to także przestrzeń dla dziewczyn, które nie chcą ze sobą konkurować. Wolimy ciekawość niż ocenianie, inspirację zamiast porównywania się i świadomość, że czyjś blask nie odbiera niczego naszemu. Jest miejsce dla każdej z nas – z własną historią, energią i pomysłem na siebie.

Nasze świece powstają z ekologicznego wosku sojowego, ale traktujemy je trochę jak małe nośniki nastroju. Każdy zapach, tekst i detal ma wywołać coś więcej niż tylko „ładnie pachnie”. Uśmiech, skojarzenie, chwilę dla siebie albo impuls, żeby zrobić coś po swojemu.

be whatever you fucking want to be.
we’ll blame the flame.

Justynka

Namiętna dodawaczka ładnych piosenek do dziewczyńskiej playlisty BMF. Serce przedsięwzięcia pod nazwą "Blame My Flame". Nieustannie balansuje w chaosie tasków oraz analizie danych pod hasłem “co zrobić, żeby było sprawniej i wydajniej”. Niepoprawna optymistka; na hasło “nie da się” reaguje prychnięciem i obmyśla wersje planu A, B, C i D, aby dopiąć swego. Dużo gada i dużo robi; pisze posty, cyka foty i tańczy z kotkiem w pracowni. Od BMF zaczyna dzień i na BMF kończy, bo wie, że diabeł tkwi w szczegółach – a dopięcie wszystkiego na tip top to jej misja honorowa. Podczas gdy inni widzą słoik i knot, ona widzi dzieło sztuki, które sprawi komuś odrobinę szczęścia.

Prywatnie mama kota o imieniu Irenka (tak, kota) oraz suczki Molly, których temperamenty idealnie odzwierciedlają jej skrajnie kontrastujące stany świadomości. Entuzjastka czarującej muzyki polskiej z lat 60-80, zdziczałego jazzu oraz ekspresyjnej muzyki elektronicznej. Uwielbia wspinać się na wyżyny absurdu oraz wyzwaniowe ścianki wspinaczkowe. W poprzednim życiu była szopem. Świadczą o tym ciemne kółka pod oczami i silna ekscytacja z odnalezienia ładnych rzeczy na śmietniku. Dobrze wie, że wszystko mija, dlatego każdego dnia delektuje się życiem do granic przyzwoitości.

@akslagor